dowcipnisie

ups… prima aprilis dopiero w niedzielę!

tymczasem zapraszam na

AEŻOWĄ STRONĘ

 

Opublikowano News | Skomentuj

Spokój na blogu

Kochani,

Jak zapewne zauważyliście już od dłuższego czasu blog stoi zupełnie pusty. Powody tego są trzy:

1. Dostałem stałą pracę na Targach Poznańskich

2. Kończę kadencję w AEGEE-Poznań

3. Piszę pracę magisterską

Obiecuję, że jak uwinę się ze wszystkimi obowiązkami wrócę do aktywnego pisania! Dziękuję za miłe maile i komentarze. Tymczasem w przerwie od mojego bloga polecam stronę: gdziepieprzrosnie.com – to strona, na której Michał Bicki, mój dobry kumpel z Krakowa, opisuje swoją wyprawę do Indii.

Do usłyszenia!

Opublikowano News | Skomentuj

Inspiracja

Koleżanka z pracy przesłała mi trzy niesamowite nagrania z podróży niejakiego Ricka Merecki. Zobaczcie każde z nich – mnie wbiły w fotel – szczególnie ‘Move’ :).


Aż chce się znowu wyjechać! Oglądając te filmy doszedłem do dwóch wniosków:
1. Dobrze, że są ludzie, którzy potrafią zainspirować swoimi wyczynami: doświadczeniami, podróżami, czy czymkolwiek innym. Nawet, jeśli może mają więcej środków i możliwości – co z tego? Każdy może zdobywać świat. Wystarczy tylko zacząć.
2. Fajnie jest rozpoznać w filmie miejsca, które odwiedziło się osobiście.

Opublikowano News | 3 komentarzy

Nastawienie

Jeżdżąc stopem zauważyłem, że wiele zależy od tego, z jakim nastawieniem wyjdziesz na drogę.

Autostop ma być przyjemnością, a nie koniecznością. Wychodzę z założenia, że jeżeli budzisz się rano i czujesz, że to nie jest dobry dzień na łapanie stopa, to powinieneś zrezygnować, wsiąść w pociągi w ten sposób dotrzeć do punktu B. Iść na drogę z nastawieniem „ale mi się nie chce” nie ma sensu. Wszechświat jest tak skonstruowany, że kierowca odbiera od Ciebie negatywne sygnały, czekasz długo, nikt się nie zatrzymuje, a Ty masz jeszcze gorszy humor. Gdy w końcu ktoś się zatrzyma nie masz nawet ochoty z nim porozmawiać.

Myślę, że moje nastawienie było jedną z przyczyn trudności, które napotkaliśmy wyjeżdżając z Berlina. Chociaż tym razem chodzi mi o inny rodzaj nastawienia. Nie o to, że mi się nie chciało, ale o to, że pamiętając wcześniejsze złe doświadczenie wyrobiłem sobie zdanie i stwierdziłem, że złapanie czegoś będzie graniczyło z cudem. I sobie wykrakałem.

I jeśli z pierwszym złym nastawieniem można walczyć, to z drugim jest ciężej. Szczególnie, jeśli podróżujesz już jakiś czas – zawsze przychodzą chwile zwątpienia.

Opublikowano News | Skomentuj

Film ze stopa

Tak właśnie jechaliśmy – 3 minuty do nowej piosenki Coldplay :)

Autostopem przez Europę! / Hitch-hiking through Europe! from Andrzej on Vimeo.

Mi się ogląda świetnie ;). Wspomnienia wracają :).

Opublikowano News | Skomentuj

Verona – Mediolan

O autostopie we Włoszech słyszeliśmy same złe rzeczy. Dlatego przyjemnym (chociaż ogromnym) zaskoczeniem była dla nas prawie bezproblemowa podróż z Monachium do Verony. Fakt faktem, w jej trakcie nie jechaliśmy z żadnym Włochem, ale liczyliśmy, że na swojej drodze spotkamy wielu miłych turystów.

O wyjeździe z Verony słyszeliśmy same złe rzeczy. Ani na hitchwiki, ani w innych częściach sieci nie znaleźliśmy choćby maluteńkiej wzmianki o jakimkolwiek spocie. Znaleźliśmy za to wzmiankę o Lago di Gardzie – największym jeziorze Italii, które położone jest niedaleko Verony i którego nie można nie zobaczyć. Postanowiliśmy odwiedzić to miejsce mimo złowieszczej informacji o autostopowiczu, który bezskutecznie próbował się któregoś razu stamtąd wydostać.

Do La Gardy dotarliśmy bezproblemowo, autobusem podmiejskim. Jezioro rzeczywiście zapiera dech w piersiach: z jednej strony otoczone jest łańcuchami alpejskimi, których urok po części niestety ukryły chmury. Po jego tafli spokojnie pływały oswojone z ludzką obecnością łabędzie i kaczki. Cud miód po prostu!

Czas nas gonił,spodziewaliśmy się trudności więc jeszcze przed 11 pozbieraliśmy nasze toboły i ruszyliśmy do jednej z bardziej głównych dróg okalających Gardę.

Po pół godziny marszu nie znaleźliśmy żadnego miejsca, w którym dałoby się łapać. No może jedno, ale każdy z mijających nas samochodów wyładowany był sprzętem i (lub) ludźmi. Ruszyliśmy więc dalej, docierając do rozwidlenia dróg: jedna prowadziła do turystycznego kurortu, druga w stronę Mediolanu. 95% samochodów wybierało tę, która prowadziła nad jezioro. „Nasza” droga była kompletnie pusta.

Słońce grzało niemiłosiernie, a nam kończyła się woda. Szliśmy przed siebie machając za każdym razem, gdy obok nas przejeżdżał samochód (10 razy? Może 15?). Po dwóch godzinach marszu w palącym słońcu byliśmy wykończeni. Butelka była już praktycznie pusta. Jedynym pocieszeniem było to, że powoli zbliżaliśmy się do drogi ekspresowej.

Opublikowano Wspomnienia z podróży | Otagowano , , , , , , | Skomentuj

Monachium – Verona

Po dwóch nocach spędzonych na Dworcu PKP wyruszaliśmy z Monachium. Z jednej strony szczęśliwi, że opuszczamy to pochmurne miasto, z drugiej nie wiedząc czego więcej spodziewać się po Bawarii. Siedząc w McDonaldzie i korzystając z darmowego Wi-Fi znaleźliśmy trzy miejsca, które wydawały się niezłymi spotami. Jedno z nich sprawdziliśmy i postanowiliśmy łapać właśnie tam.

Nasze obawy okazały się być niepotrzebne. Po kilku minutach zatrzymał się kierowca autobusu, który zabrał nas w okolice Bad Tolz. Również i w tym miejscu czekaliśmy około pięciu minut, gdy dwóch Niemców, mniej więcej w naszym wieku, zatrzymało się oferując, że podwiozą nas aż do wjazdu na autostradę do Insbrucku. Z radością przyjęliśmy zaproszenie.

Problem pojawił się w momencie, gdy nasz kierowca pomylił drogę, wybrał zły zjazd i tym sposobem znaleźliśmy się na autostradzie do… Monachium. W kilka chwil znaleźliśmy się ponad 10 kilometrów od miejsca, w którym chcieliśmy wysiąść. Co gorsze, powrót byłby operacją trudną i kosztowną, gdyby na drodze pojawiła się policja (w Austrii chcąc poruszać się po autostradzie trzeba mieć wykupioną winietę – za jej brak grozi wysoki mandat). Kierowca nie chciał ryzykować takiej wpadki i wysadził nas przy najbliższym znaku na Insbruck. Na zwykłej lokalnej drodze, gdzie nastąpiła po sobie seria krótkich podwiezień pomieszana z długimi spacerami.

Marsz umilały nam piękne widoki, chociaż momentami doskwierała zmienna, górska pogoda. Kartkę z napisem „Insbruck” wsadziliśmy między szelki plecaka i szliśmy mając nadzieję, że wolno jadący po krętych drogach kierowcy zobaczą napis i zlitują się nad nami.

Ponad pół godziny spędziliśmy w niewielkim kościółku niedaleko Schwazu czekając, aż przestanie padać. Zresztą samo miasteczko też odwiedziliśmy podczas kolejnej „części spacerowej” tego etapu podróży. Kilka kilometrów dalej, jadący do Insbrucku kierowca zatrzymał się, gdyż zobaczył naszą kartkę.

Potem poszło o wiele lepiej: po drodze zatrzymaliśmy się w domku kierowcy, gdzie dołączył do nas jego brat. Wysadzono nas na stacji benzynowej prowadzącej prosto do Włoch, gdzie po 15 minutach udało nam się dogadać ze Słowakiem jadącym do swojej ukochanej w okolice Bolzano. Wysadził nas on na stacji benzynowej, gdzie po pięciu minutach zaczepiliśmy parę Polaków z… Poznania. Jechali oni na wakacje do Wenecji, ale przez przypadek ominęli swój zjazd z autostrady i zawieźli nas do samej Verony.

W mieście byliśmy około 19. Znaleźliśmy hostel (trzecia noc pod rząd na dworcu nie była naszym marzeniem) i ruszyliśmy zwiedzać miasto.

Opublikowano Wspomnienia z podróży | Otagowano , , , , , | Skomentuj

Praga – Monachium cz. 2

Jesteśmy na granicy czesko-niemieckiej już ponad cztery godziny. Oboje już straciliśmy nadzieję, że uda nam się coś złapać w tym przeklętym miejscu. Postanawiamy wrócić na stację benzynową, którą minęliśmy jakiś czas temu. Wciąż pada, spacer jest bez sensu. Przebiegamy przez autostradę, gdzie znajduje się wjazd na stację benzynową.

Na stacji spędzamy kolejne dwie godziny bezskutecznie próbując wrócić. W międzyczasie jeden z kierowców mówi nam, że będzie jechał w kierunku Pilzna za 30 minut. Niestety, odjeżdża bez nas wcześniej.

W końcu udaje nam się złapać młodego kierowcę. Na szczęście nie jedziemy z nim długo (o ile pamiętam, facet pochodził z Bałkanów. I miał „fenomenalną” umiejętność kierowania TIRem i pisania na Facebooku w tym samym czasie).

Stacja benzynowa wydaje się o wiele bardziej przyjazna niż parking, jednak my jesteśmy już nieźle wykończeni i powoli tracimy nadzieję, że uda nam się dotrzeć do Monachium. Robimy sobie przerwę na bułki z paprykarzem.

Za nowy cel obieramy sobie dotarcie do któregokolwiek niemieckiego miasta. Przygotowujemy kartkę na Norymbergę i ogólną na Niemcy.

Na stacji stoimy jakieś 20-30 minut podchodząc z kartkami do kolejnych kierowców. Wracając z kolejnej takiej rundki słyszę, że ktoś mnie woła. Odwracam się i widzę kobietę, która woła nas do samochodu. Pyta, gdzie chcemy jechać. Mówimy, że gdziekolwiek, byle jak najdalej od tego przeklętego miejsca. Mówi, że jedzie do… Monachium :).

Opublikowano Wspomnienia z podróży | Otagowano , , , | 1 komentarz

Praga – Monachium cz.1

Kiedy łapiesz stopa niczego nie możesz być pewnym. Czasami po świetny początku przychodzi Ci czekać na kolejnego życzliwego kierowcę trzy, cztery albo i więcej godzin.

Wyruszamy z Pragi do Monachium. Wiemy, gdzie się kierować, gdzie jest niezły spot. Musimy wydostać się z miasta i dostać do niewielkiej wsi Rudna. Jest tam wjazd na autostradę, niewiele dalej stacja benzynowa. Łapiemy metro. Po około dwudziestu minutach wysiadamy na ostatniej stacji. Znajdujemy przystanek autobusowy i czekamy jedząc bułki z pasztetem i Nutellą. Autobus się spóźnia, ale nie przejmujemy się tym zbytnio. Od samego rana świeci słońce, jest ciepło. Wczoraj przeczytaliśmy, że zapowiada się brzydki, deszczowy dzień. Widać prognozy się pomyliły.

W końcu nasz transport nadjeżdża. Ścisk, tłok. Nie znoszę transportu miejskiego. Zwłaszcza w lecie. Wysiadamy w wiosce za Pragą. Szybko znajdujemy odpowiednie miejsce. Wyjazd na autostradę, gdzie jest sporo miejsca, aby kierowcy mogli się zatrzymać. Stoimy z kartka na Pilzno i czekamy. Niestety ruch jest niewielki.

Niecałe pół godziny później szczęście się do nas uśmiecha. Zabiera nas kierowca TIR-a. Czech, który jedzie do Antwerpii. Próbujemy się dogadać: my po polsku, on w swoim języku. Opowiadamy mu o celu naszej podróży. On z kolei proponuje, że może nas zabrać do Belgii. Rezygnujemy. Kierowca obiecuje wysadzić nas na granicy czesko-niemieckiej, gdzie znajduje się parking dla ciężarówek i niewielki bar. W międzyczasie psuje się pogoda. Zaczyna padać, chwilami mocno. Do tego wieje silny wiatr.

Kilka godzin później zatrzymujemy się na sporej stacji benzynowej. Kierowca kupuje papierosy, wsiada do TIR-a. Mówi, że jeśli chcemy, możemy tu zostać, ale parking jest niedaleko, a jego zdaniem jest miejscem o wiele lepszym. Wahamy się, ale decydujemy jechać dalej, niecałe 10 kilometrów.

Parking na granicy jest faktycznie spory, dużo na nim ciężarówek. Ale czy jest lepszy od stacji, którą minęliśmy 10 minut temu… Mamy złe przeczucia. Pada deszcz i jest dość zimno. Robię rundkę z kartką, pytam kierowców o kierunek ich jazdy: „Berlin, Norymberga, mam jedno miejsce, a policja w Niemczech się czepia” – słyszę.

Opublikowano Wspomnienia z podróży | Otagowano , , , , , , | Skomentuj

Powrót

Ostatnie dni były jedną wielką masakrą jeżeli chodzi o dostęp do Internetu. Dopiero tak naprawdę dzisiaj mogę coś napisać. Z Poznania. Tak! Wróciliśmy. Dokładnie po 31 dniach w podróży. Ostatni stop: z Berlina do Poznania. Trudny to był etap.

Chociażby nie wiem jak podróż była pasjonująca, to gdy wiesz, że do domu zostało Ci około 300 kilometrów, to chcesz do niego dotrzeć. I często właśnie dlatego ten etap jest tak trudny.

Berliner Ring. Koszmar. Jest to obwodnica, która otacza cały Berlin. Duża, kilkupasmowa autostrada, na której nie ma szansy na złapanie stopa. Dalej są już tylko autostrady i stacje benzynowe. Więc z miasta trzeba się wydostać wcześniej. I rozsądnie wybrać miejsce, w którym chce się wysiąść.

Niestety, moim zdaniem, znalezienie dobrego spota z Berlina w kierunku Poznania jest trudne. Dlatego ten krótki odcinek „robiliśmy” dzisiaj przez ponad osiem godzin. Na granicę dotarliśmy dopiero około 15:30 (a i tak wysiedliśmy w takim miejscu, że kolejne 50 minut upłynęło pod znakiem spacerowania). Wprawdzie włoskich perypetii to nie przebija, ale i tak jest swoistym wyczynem.

Dzisiaj odpoczywamy. Jest czas na zebranie myśli. A ich przelewaniem zajmę się w przyszłym tygodniu :).

Opublikowano News | Otagowano , , , | Skomentuj